30 maja 2012

Odette i inne historie miłosne, Eric-Emmanuel Schmitt

grafika
Tytuł: Odette i inne historie miłosne
Autor: Eric-Emmanuel Schmitt
Wydawca: Znak
Ilość stron: 148

Ta książka to w rzeczywistości zbiór ośmiu opowiadań - ośmiu historii miłosnych. Bohaterki są zróżnicowane: od bosej księżniczki przez kochankę, aż po miliarderkę. Historie te niosą przesłania, możemy z nich wyciągnąć prawdy uniwersalne, o których często zapominamy na co dzień. Schmitt fantastycznie przedstawił kobiety, które po prostu poszukują szczęścia lub o nie walczą.

grafika
Éric-Emmanuel Schmitt to francuski dramaturg, eseista i powieściopisarz, z wykształcenia filozof. Mieszka w Brukseli.

Swoją pierwszą powieść napisał w wieku 11 lat.
Na świecie jest znany głównie jako twórca teatralny. Pierwszym krokiem do sławy była sztuka Don Juan on Trial wystawiona w 1991 i następnie wspierana przez Royal Shakespeare Company.

 Następnym osiągnięciem stała się sztuka Enigma Variations, uznawana za najbardziej popularną pracę Schmitta na świecie.
W ciągu zaledwie dekady stał się jednym z najpoczytniejszych francuskojęzycznych autorów na świecie. Jego książki tłumaczone są na 35 języków, a sztuki wystawiane w ponad czterdziestu krajach. Książki Schmitta w większości bazują na sztukach teatralnych o tych samych tytułach.

To moje pierwsze spotkanie z twórczością tego Pana i zapewne nie ostatnie. Na początku sceptycznie podeszłam do faktu, że książka została wydana w formie opowiadań, na szczęście nie odrzuciłam jej z tego powodu i trafiła do kolejki. Pochłonęłam ją bardzo szybko, zresztą 148 stron to niewiele, ale potrafi niesamowicie wciągnąć.

Książka ma w sobie urok, autor zahipnotyzował mnie podczas jej czytania i sprawił, że chciałam więcej i więcej. Posługuje się on dość prostym językiem, ale mimo wszystko nie mogłam się od lektury oderwać. Każda kolejna historia ciekawiła mnie coraz bardziej. To co zasługuje na uznanie to wczucie się autora w postać. Nie sądziłam, że jakikolwiek mężczyzna, potrafi tak świetnie opisać kobietę, jej nastrój, uczucia - Panu Schmittowi to się jak najbardziej udało.

A na koniec chciałabym Wam jeszcze przedstawić mój ulubiony fragment książki, który bardzo mnie rozśmieszył i utwierdził w przekonaniu, że dobrze trafiłam sięgając po tą pozycję:

"Rok po ślubie, o którym mówiła: "najpiękniejszy dzień w moim życiu", wydała na świat dziecko. Kiedy wzięła je do rąk, uznała, że jest brzydkie i flakowate - Antoine tymczasem dał mu na imię Maxime i mówił do niego "moja miłości". Zmusiła się, by go naśladować i od tej pory nieznośny, wrzeszczący kawał sikającego i srającego mięsa, który rozerwał przedtem jej wnętrzności, stał się na kilka lat przedmiotem najczulszej troski Helene."

28 maja 2012

LITERATURA: Poza horyzonty, Jaś Mela

grafika
Tytuł: Poza horyzonty
Autor: Jaś Mela
Wydawca: G+J
Ilość stron: 192

Kojarzycie Jaśka? Ja jak zobaczyłam książkę na półce w sklepie nie wiedziałam dokładnie kim jest, ale coś mi świtało w głowie. Dla tych co nie wiedzą: 10 lat temu przez jego ciało przepłynęło 15 tysięcy volt. W tym wypadku stracił prawe przedramię i lewą nogę. Od tego czasu zobaczył wiele przepięknych miejsc, odbył niesamowicie wymagające wyprawy i zaczął pomagać innym. Niestety nie od początku był pełen nadziei i samozaparcia...
"Życie jest cudem. Zawsze. Nawet, gdy jest cholernie trudne. Ja straciłem bardzo wiele. Oglądałem pożar rodzinnego domu, młodszy brat utonął na moich oczach, a ja sam w wypadku straciłem rękę i nogę. Niby wiele straciłem, ale zyskałem dużo więcej i uważam się za szczęściarza. Staram się doceniać to, co mam, a mam piękne życie. Tak chcę je widzieć i tego życzę każdemu z Was. Każdy sam decyduje o kolorach swojego życia, każdy ma paletę farb. Polecam kolor niebieski. Ta książka to zbiór kolorów, które widziałem w życiu. Czasem wydawało mi się, że to same szarości. A teraz? Sami zobaczcie".

Książka mnie po prostu oczarowała. Sięgając po nią myślałam, że będzie to idealna historia chłopaka, który wiele przeszedł, ale nie chce o tym pisać i skupia się na tej pozytywnej stronie życia. Myślałam, że będą to puste słowa nakłaniające ludzi, którzy są niepełnosprawni do wzięcia się za siebie i ruszenia ze swoim życiem naprzód. Na szczęście miło się rozczarowałam!

Jaś zaczyna pisać o wydarzeniach jeszcze sprzed wypadku. Przedstawia siebie jako nastolatka - jaki był on sam i jaki był jego sposób myślenia, czyli "zbuntowany nastolatek, który - podobnie jak wielu chłopaków w jego wieku - wierzył, że wie o życiu już wszystko." Opowiada on o wypadku, o tym co działo się w czasie pobytu w szpitalu, o swojej rodzinie i o nim samym. Nie ukrywa przed nami swoich czarnych myśli z czego strasznie się ucieszyłam, bo chyba nikt nie uwierzy, że osoba, która odniosła takie obrażenia ma non stop uśmiech na twarzy i nie przechodzi chwil załamania. Jasiek nie miał ochoty na nic, można nawet powiedzieć, że się poddał. Na szczęście na jego drodze stanął Marek Kamiński, który wszystko odmienił.

Książka jest jak najbardziej warta polecenia. Cieszę się, że miałam okazję ją przeczytać i pewnie jeszcze nie raz to zrobię! Buduje, motywuje i pokazuje, że nie mamy granic. Jeżeli chcemy coś osiągnąć, to ciężką pracą dotrzemy do celu. Niesie piękne przesłania zarówno dla ludzi niepełnosprawnych jak i tych pozornie pełnosprawnych, którzy mimo że mają więcej możliwości zachowują się jakby nie mogli zrobić nic i wiecznie narzekają. Jeżeli zobaczycie tę książkę w bibliotece - nie wahajcie się, żeby ją wypożyczyć, tak samo na półce w sklepie - od razu ją kupcie, bo naprawdę warto! To jest jedna z najbardziej wartościowych pozycji w mojej całej biblioteczce i ciężko będzie, żeby jakakolwiek inna pozycja przebiła książkę Jaśka!

24 maja 2012

LITERATURA: Po Zmierzchu, Haruki Murakami

grafika
Tytuł: Po Zmierzchu
Autor: Haruki Murakami
Wydawca: Muza
Ilość stron: 200

Po Zmierzchu to historia jednej nocy. Mari zamierzała ją spędzić w barze czytając książkę. Niestety plany popsuł jej Takahashi, który miał całonocną próbę zespołu. Historia zabiera nas do Tokio i jego kawiarni, barów i lovehotów. Tak jak zróżnicowane są miejsca akcji tak zróżnicowani są bohaterowie: od studentów przez gangsterów i chińskie prostytutki aż po byłą zapaśniczkę. 

grafika
W wieku 30 lat Murakami Haruki wydał swoją pierwszą powieść Hear the Wind Sing (1979). Po napisaniu wysłał ją na konkurs literacki, zajmując pierwsze miejsce i zdobywając nagrodę Gunzō. Kolejnymi utworami Murakami'ego były: Pinball, 1973 (1980) i Przygoda z owcą (1982). Te trzy utwory nazywane są Trylogią "Szczura", od przydomka narratora.

Następne książki: Koniec świata i Hard-boiled Wonderland (1985, nagroda Jun'ichirō Tanizaki), Tańcz, tańcz, tańcz (1988) i Na południe od granicy, na zachód od słońca (1992) ugruntowały jego pozycję jako pisarza, a także przyniosły mu sławę na Zachodzie, głównie w Stanach Zjednoczonych.

To co najbardziej mi się podobało w tej książce to fakt, że byliśmy jedynie "punktem widzenia". Autor często nam o tym przypominał i to naprawdę bolało. Kiedy czytamy książkę i się w nią wczuwamy mamy nadzieję, że odmienimy bieg historii i wpłyniemy na odczucia, myśli czy zachowanie bohatera, tutaj Murakami nas uświadamiał, że jesteśmy jedynie ruchomą kamerą, która obserwuje, ale na nic nie może wpłynąć.Książkę pochłonęłam w zaledwie kila godzin. Nie mogłam się od niej oderwać i cały czas miałam ochotę na więcej. Chciałam się dowiedzieć co bohaterom przyniesie noc i jaką rolę odegrają w całej historii.

Jedyna rzecz, którą mogę zarzucić tej książce to jej zakończenie. Nie lubię zakończeń, które "nie są zakończone." Tak wiem, namieszałam, ale myślę, że wiecie o co chodzi. W każdym razie myślę, że jest to też urok tej książki i każdy może ją interpretować pod siebie. Moim zdaniem więcej przekaże osobom, które mają rodzeństwo, ale jako jedynaczka również potrafię ją docenić.

PODSUMOWANIE: Pomaturalnie



Kilka osób już się dopytywało jak tam poszły mi matury, więc postanowiłam napisać o tym tutaj. Czekałam tylko na zakończenie egzaminów, żeby je wszystkie razem podsumować i nie pisać o każdym osobno. Sama nie wiem co mogłabym Wam na ten temat powiedzieć. Tyle czasu człowiek czeka na te egzaminy, trzy lata się "przygotowuje" a tutaj zaledwie kilka dni i już po. Nawet nie wiem kiedy te trzy lata mi minęły ;) W każdym razie, między egzaminami czy nawet po zakończeniu szkoły już się nie przygotowywałam. Rzuciłam wszystko w kąt i stwierdziłam, że co będzie to będzie. Miałam trzy lata na naukę, jeżeli tego nie wykorzystałam to już tylko moja wina. Chciałam poczytać streszczenia, to skończyło się jedynie na Świętoszku, bo reszta była za długa. Chciałam policzyć zadania z matematyki, żeby się wkręcić to zrobiłam dwa i stwierdziłam, że w sumie i tak to umiem. Tak więc mój początek maja to takie czekanie na kolejny egzamin.

A teraz po kolei:
  • Polski - tego egzaminu bałam się najbardziej, bo po prostu nie potrafię trafić w klucz. Bałam się też, że dadzą takie lektury, których po prostu nie znam jak Lalka [która swoją drogą się pojawiła ;)]. Czytanie ze zrozumieniem poszło mi całkiem nieźle i myślę, że praca też - pisałam do tematu z "Dziadów". Zdać zdam, ale na ile to okaże się w czerwcu, bo to chyba jedyny egzamin, którego nie mogę przejrzeć ;)
  • Matematyka - tutaj jestem najbardziej zadowolona. Mój wynik będzie między 94 a 98%. Chciałam chociaż 70%, bo na próbnej która była banalna miałam 90%, a tutaj takie miłe zaskoczenie, że wysiłki w drugim semestrze: przeliczenie trzech czy czterech zbiorów i noc z matematyką się opłaciły ;) 
  • Angielski - podstawa super! Myślę, że ok. 90% będzie, ciężko powiedzieć jak ocenią mi pisanie, bo w słuchaniu i czytaniu zrobiłam dwa głupie błędy. Co do rozszerzenia to tutaj jest gorzej. Moim zdaniem było trudne, trudniejsze niż we wcześniejszych latach, ale nie poszło mi tak kompletnie beznadziejnie. Na szczęście moja rozprawka wszystko mi ciągnie do góry i myślę, że będzie tak i tym razem. Liczę, że zgarnę tak w okolicach 70% ;)
  • Geografia - arkusz naprawdę prosty, Gdybym tylko troszkę więcej się pouczyła i poprzeglądała mapki to bez problemu mogłabym walnąć 100%, ale moje lenistwo wygrało i na pewno będzie 60%, ale liczę, że wyciągnę nawet ponad 70% :) 
  • Ustny polski - ojjjj... tutaj to się stresowałam - chyba jedyny egzamin przed którym rzeczywiście zjadał mnie stres. Patrząc na moich egzaminatorów miałam wrażenie, że mówię po chińsku, ale dostałam 75% z czego strasznie się cieszę. Liczyłam na jakieś 50, więc jestem mega zadowolona!
  • Ustny angielski - od początku twierdziłam, że to będzie tylko formalność, ale słuchając innych zaraz przed egzaminem zaczął zjadać mnie stres. Jak wyszłam z egzaminu to miałam wrażenie, że zrobiłam milion błędów, że nie odpowiadałam na postawione mi pytania i w ogóle miałam takie mieszane uczucia. W każdym razie dostałam 100% i naprawdę bardzo się cieszę!

Nie wiem jak dla Was takie wyniki, ale ja jestem naprawdę z siebie zadowolona. Myślałam, że będzie zdecydowanie gorzej a jak na mnie - osobę, która praktycznie się nie przygotowywała - myślę, że jest przyzwoicie :)

22 maja 2012

LITERATURA: Tygrysie Wzgórza, Sarita Mandanna


grafika
Tytuł: Tygrysie Wzgórza
Autor: Sarita Mandanna
Wydawca: Wydawnictwo Otwarte
Ilość stron: 472

Kodagu, południowe Indie. To tam przenosimy się czytając Tygrysie Wzgórza. Sarita Mandanna pokazuje nam świat, którego nie znamy: przepiękne widoki, niebezpieczna dżungla, wielkie plantacje. Wydarzenia zostały umiejscowione w XIXw. Poznajemy historię przepięknej Dewi i niezwykle zdolnego Dewanny. 

Jako dzieci są nierozłączni, opiekują się sobą nawzajem i są jak rodzeństwo. Po kilku latach wybierają się na Tygrysie wesele gdzie Dewi poznaje Maću. Gdyby nie Dewanna, który się w niej zakochuje sprawy mogłyby przybrać zupełnie inny obrót.

grafika
Sarita Mandanna urodziła się i dorastała w Indiach. W dzieciństwie fascynowały ją historie opowiadane przez dziadka. Jej rodzina pochodzi z regionu Kodagu, gdzie toczy się akcja powieści "Tygrysie wzgórza".



Z jednej strony historia jest niezwykle wyjątkowa. W końcu niezbyt często mamy okazję przeczytać historię, która ma miejsce w Indiach. Autorka przepięknie przedstawiła Kodagu, czytając książkę miałam wrażenie, że rzeczywiście znajduję się w Indiach, gdzie z każdej strony otacza mnie dżungla a wraz z nią przepiękne rośliny i zwierzęta. Oczami wyobraźni widziałam tych wszystkich ludzi, w ich tradycyjnych strojach, widziałam Maću który walczy z tygrysem - widziałam wszystko co autorka chciała nam przekazać.

Z drugiej strony jednak ta historia nie jest aż tak rewelacyjna. Muszę się przyznać, że te 472 strony dosyć mocno mnie wymęczyły. Czasami miałam po prostu ochotę rzucić książkę w kąt i przestać ją czytać. Na szczęście wytrwałam i dokończyłam tę historię.

Podsumowując, jestem zarówno na tak jak i na nie. Książka jest ciekawa i warto po nią sięgnąć aczkolwiek ciężko mi było ją dokończyć i pewnie drugi raz już jej nie przeczytam.