30 grudnia 2014

Książek przybywa, półki się uginają #2


O ile kiedyś stosiki pojawiały się na blogu mniej więcej co miesiąc a czasem nawet znacznie częściej, o tyle ostatnio się w to tak często nie bawię i ostatnio stwierdziłam, że poprzedni jaki Wam pokazywałam był lipcu. Od tego czasu pojawiło się u mnie sporo nowych tytułów, większość poprzez zakupy i wymiany, ale nie zabrakło też egzemplarzy recenzenckich, które od czasu do czasu są na blogu prezentowane. Kilka książek niestety nie załapało się na pamiątkowe zdjęcie z racji znalezienia już nowych właścicieli, którzy je przygarnęli ;)


26 grudnia 2014

W śnieżną noc – John Green, Maureen Johnson, Lauren Myracle


Świąteczne opowiadania o miłości to nie do końca tekst, który zachęciłby mnie do sięgnięcia po ten tytuł. Nie przepadam na co dzień za tego typu opowieściami, no ale zapewne jak większość potencjalnych czytelników tej książki zachęciło mnie do sięgnięcia po nią jedno z widocznych na okładce nazwisk. Jak zapewne możecie się domyślać, mam na myśli Johna Greena, którego Gwiazd naszych wina podbiła moje serce a Szukając Alaski chociaż mniej, również mi się spodobała. Postanowiłam więc i tym opowiadaniom dać szansę i sprawdzić jak John Green wypada w krótszej formie.

20 grudnia 2014

Kilka ciepłych słów


Świąteczny czas zawsze bardzo pozytywnie mnie nastraja i w tym okresie mam do ludzi troszkę więcej cierpliwości niż zazwyczaj. Jest to też okres kiedy jestem znacznie milsza dla tych, których nie lubię, bądź zwyczajnie toleruję. Ale ja nie o tym. Dzisiaj chciałabym przypomnieć Wam o tym, jak drobne gesty nastrajają pozytywnie i jak potrafią czynić cuda. Ja sama jestem osobą, dla której ważniejsze są słowa, za którymi idą czyny, drobne gesty i pozytywne kontakty, niż warte tysięcy prezenty. Dla kogoś, kto ma pieniądze to nie jest filozofia kupić nowy telefon, komputer, samochód, dom – w zależności od tego, ile zer znajduje się na jego koncie – ale prawdziwą filozofią jest zachwycać, sprawiać, że na twarzy obdarowanej osoby pojawi się wielki banan radości. Wiecie, że taki efekt mogą przynieść nawet krótkie wiadomości wysłane sms’em bądź na tym głupim facebooku?

BLOG ZOSTAŁ PRZENIESIONY, WIĘC W CELU PRZECZYTANIA POZOSTAŁEJ CZĘŚCI POSTA, KLIKNIJ PROSZĘ W TEN LINK.

17 grudnia 2014

Nie ma Boga oprócz Allaha - Reza Aslan


Kulturą i religią Islamu jestem zafascynowana od czasu, kiedy w 2008r. po raz pierwszy miałam możliwość wybrać się do Tunezji. Co prawda była to jedna z najlżejszych jego odmian, ale sam fakt obcowania z tak odmienną kulturą niesamowicie mnie fascynował i fascynuje do dzisiaj. Moja praca maturalna z języka polskiego poruszała temat trudnej sytuacji kobiet w świecie Islamu, wiele artykułów i książek na ten temat przeczytałam i na pewien czas miałam dość z racji przytłoczenia tematem i wszystkimi tymi przerażającymi i niewiarygodnymi dla naszego świata historiami. Sytuację odmieniło troszeczkę wydawnictwo Burda Książki, które podesłało mi książkę Rezy Aslana Nie ma Boga oprócz Allaha, która odbudowała moje zafascynowanie tą kulturą i która przypomniała mi o tym, jak bardzo tęskniłam za tymi tematami.

BLOG ZOSTAŁ PRZENIESIONY, WIĘC W CELU PRZECZYTANIA POZOSTAŁEJ CZĘŚCI POSTA, KLIKNIJ PROSZĘ W TEN LINK.

12 grudnia 2014

Gramatyka dla początkujących. Fiszki angielski.

Wielokrotnie pytaliście mnie w komentarzach, mailach, wiadomościach na facebooku, w jaki sposób uczyć się gramatyki i czy jest możliwość nauki poprzez fiszki. Rozkminiałam już kiedyś, w jaki sposób uczyć się gamatyki języka poprzez mapy myśli i chociaż jest to bardzo czasochłonne i w moim wypadku się nie sprawdza, istnieje jednak taka możliwość. Teraz przyszedł czas na fiszki. Kiedy dostałam maila z propozycją przetestowania fiszek do gramatyki języka angielskiego, zgodziłam się bez chwili wahania. W chwili obecnej są one dostępne niestety tylko i wyłącznie dla poziomu A1-A2, który osiągnęłam już dawno temu, ale stwierdziłam, że w sumie mogę przypomnieć sobie pewne rzeczy, które gdzieś mogły mi umknąć i sprawdzić, czy będą one zrozumiałe dla osób, które z gramatyką na tym poziomie się zmagają.


6 grudnia 2014

Odkryj Bydgoszcz. Muzeum Mydła i Historii Brudu.

Odkryj Bydgoszcz to taka mała seria wpisów, która będzie bardzo, ale to bardzo nieregularna, która pozwoli Wam troszeczkę lepiej poznać miasto, które przez wielu jest lekceważone i wyśmiewane. Miasto, o którym wielu tak naprawdę nic nie wie i nawet nie potrafi go zlokalizować na mapie. Miasto, które nie jest może centrum turystycznym, ale ma całkiem fajny potencjał i kilka fajnych, mniej lub bardziej wartych uwagi miejsc, które chciałabym Wam pokazać. Bydgoszcz owszem, ma zadatki na centrum kulturalne, z racji obiektów takich jak opera, filharmonia, teatry i wiele festiwali, w tym również tych na szczeblu europejskim i międzynarodowym, ale poza tym jest też coś jeszcze. Moim skromnym zdaniem, mogłoby to być fajne miasto na weekendowy wypad, ale władze tutaj niewiele robią, miasto jest słabo promowane, promowane nie w tych kierunkach co trzeba a i świadomość mieszkańców jest na tak irytująco niskim poziomie, że nawet jak już turysta (tak, moje zboczenie zawodowe i zainteresowania wysuwają się tutaj na pierwszy plan) tutaj zajrzy i zaczepi kogoś na ulicy, pytając gdzie może iść i co zobaczyć, to oprócz hasła "Wyspa Młyńska" usłyszy zapewne "Warto jechać do Torunia". Tak, nie ma to jak przekonać turystę, żeby został w naszym mieście i zostawił swoje pieniążki. No nic, ja myślę w troszkę inny sposób z racji tego, czym się zajmuję i będę zajmować i mam troszkę inne postrzeganie otaczającej mnie sytuacji. Zdaję sobie sprawę, że Bydgoszcz zawsze będzie przegrywać z Gdańskiem, Warszawą, Krakowem i wieloma innymi miastami, ale widzę też potencjał, który miasto posiada i który mogłoby wykorzystać w przyciąganiu turystów weekendowych.


BLOG ZOSTAŁ PRZENIESIONY, WIĘC W CELU PRZECZYTANIA POZOSTAŁEJ CZĘŚCI POSTA, KLIKNIJ PROSZĘ W TEN LINK.

1 grudnia 2014

Miesiąc w pigułce #6 – listopad


Noc z niedzieli na poniedziałek. Grubo po północy. Paulina zauważa w prawym, dolnym rogu swojego monitora, że jest 1.12 i szczęka jej opada, bo w swoim roztrzepaniu, przestała ostatnio kontrolować czas. Dzień biegnie za dniem, miesiąc za miesiącem. I nagle pojawia się ostatni miesiąc roku, który był równie cudowny jak i niesamowicie dołujący. Wydarzyło się tak wiele rzeczy, zarówno dobrych i złych, że ciężko to wszystko ogarnąć i zrozumieć, że niebawem mija kolejny rok życia. Kiedy minęło te ostatnie jedenaście miesięcy? Nie wiem. Nie wiem też, kiedy minął ostatni miesiąc, bo każdy dzień zlewa się z poprzednim a ja żyję w swoim tempie, które nie nadąża za upływającym czasem. Wiem jednak, że czas leci a ja zmierzam do przodu, ku niewiadomej przyszłości, bo dzieje się tak wiele i tak wiele jeszcze się wydarzy, że ciężko mi powiedzieć, w jakim punkcie będę w lipcu, kiedy będę mogła się Wam pochwalić tym, że obroniłam dyplom ;) Anyway, to nie czas na tego typu przemyślenia, bo to nowy rok tak nastraja, więc kończę moje wywody i przechodzę do podsumowania miesiąca i przypomnienia Wam postów, które się pojawiły i które mogliście pominąć ;)

BLOG ZOSTAŁ PRZENIESIONY, WIĘC W CELU PRZECZYTANIA POZOSTAŁEJ CZĘŚCI POSTA, KLIKNIJ PROSZĘ W TEN LINK.

29 listopada 2014

Młodzieżowy zawrót głowy. Tajemnica. Dzikie serce. Zła krew.


Trzy książki. Trzy zupełnie różne książki, ale wszystkie z gatunku książek młodzieżowych. Miało być ich coraz mniej na blogu oraz w zestawie czytanej przeze mnie literatury i tak będzie, ale nie znikną one całkowicie, bo nadal są serie, czy tytuły, które lubię czytać, po które lubię sięgać i którym chcę dawać szanse. Tak właśnie było z każdą z książek, o których dzisiaj mam zamiar pokrótce wspomnieć.


1. Mara Dyer. Tajemnica - Michelle Hodkin

Książka, po której nie wiedziałam czego się spodziewać. Książka, która zapowiadała się być fantastyką, ale była nią w małym ułamku. Książka, która nie powala na kolana, nie zostanie okrzyknięta najlepszą tego roku, ale jest to książka, z którą bardzo przyjemnie spędziłam czas i która bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Fajni, ciekawie skrojeni bohaterowie, przystępna, nienudząca po kilku stronach fabuła, lekkie pióro autorki i tajemnica, którą krok po kroku staramy się razem z bohaterką odkryć. Tajemnica jest lekturą łatwą i przyjemną. To nie jest ambitna literatura i nie spodziewajcie się po niej wiele, ale na nudny, jesienny wieczór nada się idealnie. Ja mimo wszystko nie mogłam się od książki odkleić i bardzo chętnie sięgnę po jej kontynuację, bo jestem ciekawa, co będzie działo się dalej.

BLOG ZOSTAŁ PRZENIESIONY, WIĘC W CELU PRZECZYTANIA POZOSTAŁEJ CZĘŚCI POSTA, KLIKNIJ PROSZĘ W TEN LINK.

25 listopada 2014

Projekt Unbreakable


Projekt Unbreakable jest projektem stworzonym w roku 2011, przez 19-letnią wtedy fotografkę Grace Brown. Początkowo fotografowała ona ofiary napaści seksualnych, które trzymały plakaty z cytatami swoich oprawców. W sierpniu projekt się rozrósł i pokazywał także ofiary molestowania seksualnego nieletnich i przemocy domowej. Projekt miał być mały - w zamyśle miał zwyczajnie uświadamiać, że tego typu problemy istnieją - ale wkrótce dostrzeżono, że w pewien sposób, poprzez sztukę, pomaga on ofiarom wrócić do normalnego życia. Przez cały ten okres powstało już ponad 4 tysiące fotografii z całego świata.

Obecnie, projekt objeżdża uczelnie Ameryki Północnej, aby dyskutować o istniejącym problemie, o tym jak ważna jest to kwestia i by ukazać dotychczasową wystawę projektu.

BLOG ZOSTAŁ PRZENIESIONY, WIĘC W CELU PRZECZYTANIA POZOSTAŁEJ CZĘŚCI POSTA, KLIKNIJ PROSZĘ W TEN LINK.

22 listopada 2014

Blondynka na Rio Negro – Beata Pawlikowska


Beata Pawlikowska jest wszędzie. Znana z książek podróżniczych, wydaje książki językowe, kulinarne, motywacyjne, atakowała nas nawet kamieniami szczęścia. Pewnego czasu bałam się, że wyskoczy mi z lodówki i zacznie zachwalać jakiś ze swoich "produktów". Blondynka na Rio Negro miała być moim ostatnim krokiem w kierunku autorki i rozstrzygnąć, czy jeszcze kiedykolwiek dostanie ode mnie szansę, czy jeszcze kiedykolwiek sięgnę po książki jej autorstwa. To, co mnie bardzo zaskoczyło, to fakt, że książka mnie nie przytłoczyła i okazała się całkiem przyjemną publikacją.

BLOG ZOSTAŁ PRZENIESIONY, WIĘC W CELU PRZECZYTANIA POZOSTAŁEJ CZĘŚCI POSTA, KLIKNIJ PROSZĘ W TEN LINK.

20 listopada 2014

W drodze ku CAE


Skończyłam już moją edukację językową. Moja przecudowna uczelnia, na kierunku turystyka i rekreacja, postanowiła, że angielskiego uczy tylko i wyłącznie przez dwa lata, nie dodając żadnego innego języka i nie myśląc o tym, że w tej dziedzinie, bez języków jak bez ręki. Zostałam więc na lodzie, pozostawiona sama sobie i chociaż dalej się edukuję i dalej studiuję, językowo nikt mnie nie pilnuje. Tak naprawdę przez ostatnie dwa lata i tak nikt mnie nie pilnował, bo poziom nauki był tak żałośnie niski, że zaliczanie kolejnych kolokwiów i obecność na zajęciach, to była zwykła formalność. Ostatni raz, kiedy porządnie siedziałam nad angielskim był wtedy, kiedy przygotowywałam się do matury rozszerzonej z angielskiego i rok wcześniej, gdy kończyłam kurs CAE. Tak intensywna nauka sporo mi dała i procentuje teraz, kiedy bez przeszkód potrafię z języka korzystać, ale przez to, że nie kontynuowałam tego bardziej zaawansowanego materiału i troszkę innej formy nauki, CAE na chwilę obecną nie byłabym wstanie zdać, bo egzamin wygląda inaczej, niż angielski, z którego korzystam na co dzień.

BLOG ZOSTAŁ PRZENIESIONY, WIĘC W CELU PRZECZYTANIA POZOSTAŁEJ CZĘŚCI POSTA, KLIKNIJ PROSZĘ W TEN LINK.

15 listopada 2014

Jestem typem fighterki


Nienawidzę przegrywać. Jak każdy z nas. Każda porażka, nie ważne na jakim polu, boli mnie. Ale też uczy. Potrafię wyciągać wnioski, potrafię się uczyć na popełnionych błędach i następnym razem działać z innej strony, innymi, bardziej skutecznymi metodami. Jedno jeszcze mnie jednak różni od wielkich przegranych. Jestem typem fighterki i walczę o swoje. Nie ważne czego dotyczy dana kwestia, nie ważne ile wysiłku muszę włożyć w to, żeby dostać to, czego chcę, zawsze dążę do tego, żeby to dostać i nie istnieją dla mnie słowa "to niemożliwe".

BLOG ZOSTAŁ PRZENIESIONY, WIĘC W CELU PRZECZYTANIA POZOSTAŁEJ CZĘŚCI POSTA I OBEJRZENIA RELACJI FOTOGRAFICZNEJ, KLIKNIJ PROSZĘ W TEN LINK.

8 listopada 2014

Hiszpański – Nauka słówek metodą MultiWords



MultiKurs to platforma edukacyjna, która umożliwia nam naukę języków obcych. W ofercie znajdziemy kursy do nauki: angielskiego, niemieckiego, hiszpańskiego, włoskiego, francuskiego, rosyjskiego, norweskiego, niderlandzkiego, japońskiego, chińskiego i arabskiego. Głównym znakiem rozpoznawczym platformy jest dostępność kursów pod nazwami MultiWords oraz nauka gramatyki, które są internetową wersją kursów z serii Profesor

Dzisiaj przedstawię Wam jeden z ich kursów, z których miałam przyjemność korzystać już na początku zeszłego roku i dzięki któremu opanowałam naprawdę wiele podstawowych słów i zwrotów po hiszpańsku. Do kursu powróciłam po prawie dwóch latach, troszeczkę na próbę, żeby sprawdzić, czy dalej mi ta metoda odpowiada, chociaż wiedziałam, że odpowiedź będzie twierdząca, bo to właśnie Profesor Henry jest sprawcą mojej znajomości angielskiego i to dzięki niemu jestem wstanie się komunikować.


BLOG ZOSTAŁ PRZENIESIONY, WIĘC W CELU PRZECZYTANIA POZOSTAŁEJ CZĘŚCI POSTA I OBEJRZENIA RELACJI FOTOGRAFICZNEJ, KLIKNIJ PROSZĘ W TEN LINK.

6 listopada 2014

Złoto głupców – Philippa Gregory


Zakon Ciemności - Philippa Gregory

Philippa Gregory to świetnie znana ze swojej serii o Tudorach pisarka, której międzynarodową sławę przyniosły Kochanice Króla. Dzisiaj jednak nie o książkach, których przyjemności jeszcze nie miałam czytać, a o trzecim tomie serii Zakon Ciemności. Złoto głupców prowadzi nas do Wenecji z okresu karnawału, w której wszystkie zasady w tym okresie odeszły na bok i liczą się jedynie pieniądze i zabawa. A w tym roku przede wszystkim pieniądze. Złote, angielskie noble podbijają włoski rynek i z dnia na dzień zyskują na wartości. W ciągu kilku dni, ludzie zyskują fortuny i nikt nie chce przyjmować innej waluty w ramach zapłaty, jak angielskie noble. Luca, Freize, Izolda i Iszrak jadą więc do Wenecji, gdzie udawać będą rodzinę, by odkryć tajemnicę pieniędzy i sprawdzić, skąd mają one swoje źródło.

BLOG ZOSTAŁ PRZENIESIONY, WIĘC W CELU PRZECZYTANIA POZOSTAŁEJ CZĘŚCI POSTA I OBEJRZENIA RELACJI FOTOGRAFICZNEJ, KLIKNIJ PROSZĘ W TEN LINK.

3 listopada 2014

Miesiąc w pigułce #5 - październik


Październik był miesiącem, kiedy wróciłam na uczelnię, kiedy na nowo układałam sobie rozkład dnia i w którym kompletnie nie ogarnęłam, co się działo. Ze wszystkim jestem do tyłu, także z blogiem i próbuję jakoś to swoje życie zorganizować, żeby nic w nim nie ucierpiało. Są sprawy ważne i ważniejsze i wieloma ważnymi się zajmowałam, ale niestety nie na wszystko czasu wystarczyło. A może i by starczyło, ale wielokrotnie zwyciężyło lenistwo? Z tym też niestety dalej walczę, ale czasami po prostu nie mam ochoty na nic innego, niż bezproduktywne spędzanie czasu w łóżku, po prostu trochę czasu poleżeć, pośnić na jawie i nie zajmować się niczym. Świetny sposób na wyciszenie, który polecam, o ile nie będziecie go stosować regularnie, bo chociaż ładuje baterie, to strasznie rozleniwia.

BLOG ZOSTAŁ PRZENIESIONY, WIĘC W CELU PRZECZYTANIA POZOSTAŁEJ CZĘŚCI POSTA I OBEJRZENIA RELACJI FOTOGRAFICZNEJ, KLIKNIJ PROSZĘ W TEN LINK.

30 października 2014

Nigdy nie gasną – Alexandra Bracken


Pamiętacie Mroczne Umysły, o których pisałam na początku roku, w kwietniu? Książka, której początek mi się nie spodobał, książka, która bardzo przypominała mi inną, książka, która jednak mnie zaintrygowała i której kontynuację chciałam poznać, chociażby ze względu na zwykłą ciekawość, przez którą zastanawiałam się jak będzie dalej, w jakim kierunku podąży autorka i co nam zaserwuje. Od jakiegoś czasu, na księgarnianych półkach dostępne są Nigdy nie gasną, czyli książka, o której dzisiaj napiszę słów kilka, która miała być genialną kontynuacją Mrocznych Umysłów...

BLOG ZOSTAŁ PRZENIESIONY, WIĘC W CELU PRZECZYTANIA POZOSTAŁEJ CZĘŚCI POSTA I OBEJRZENIA RELACJI FOTOGRAFICZNEJ, KLIKNIJ PROSZĘ W TEN LINK.

26 października 2014

It’s high time to get fit

Pamiętacie jak pisałam post na temat pewności siebie, na temat tego, że podchodzę inaczej do samej siebie i z dnia na dzień coraz lepiej się ze sobą czuję, że rozwijam się i wszystko co robię, robię po to, by zadowolić siebie, by czuć się z tym dobrze i móc powiedzieć, że kocham siebie? Post o tym, że nie chciałabym być kim innym? Kolejnym etapem było zajęcie się tym, jak wyglądam. Nie do końca czułam się komfortowo ze sobą i nadal nie jestem zadowolona z tego jak wyglądam, ale pracuję nad tym i takim większym krokiem było zmuszenie się do - a następnie polubienie - regularnego ruchu. Zaczęłam od tego, że biegałam z sąsiadką po lesie. Było fajnie, ale przyszła pora roku jaka przyszła i pogoda, którą widzicie w chwili obecnej za oknem i moja, jak ją często nazywam, nieistniejąca odporność nie pozwala mi na dalsze bieganie poza domem, z racji tego, że pewnie utknęłabym znów na jakieś trzy miesiące w łóżku i zawaliła wszystkie obowiązki. Żeby jednak utrzymać to, na co zaczęłam pracować i dalej dążyć do lepszego samopoczucia, kondycji i fajnego, zadowalającego mnie wyglądu, skusiłam się na siłownię. Na początku października wykupiłam karnet i śmigam sobie w wolnych chwilach, żeby poćwiczyć.



BLOG ZOSTAŁ PRZENIESIONY, WIĘC W CELU PRZECZYTANIA POZOSTAŁEJ CZĘŚCI POSTA I OBEJRZENIA RELACJI FOTOGRAFICZNEJ, KLIKNIJ PROSZĘ W TEN LINK.

22 października 2014

Strażnicy historii. Chiński Ekspress – Damian Dibben


Trzeci tom serii przygód Jake’a Djonesa i jego przyjaciół należących do Tajnych Służb Straży Historii, stowarzyszenia, którego członkowie podróżują przez stulecia, aby udaremnić poczynania złoczyńców manipulujących przy dziejach świata. Tym razem miejscem trzymającej w napięciu akcji będą XVII-wieczny Londyn i egzotyczny Kanton, a bohaterowie szukają klejnotu zwanego Lazuli Serpent, dającego władzę nad oceanami.
Damian Dibben stworzył serię, która nie powala oryginalnością, która nie sprawia, że chce się rzucić wszystkie obowiązki i zanurzyć w lekturze, która nie sprawia, że wszystkie przeczytane wcześniej książki stają się bezbarwne. Nie napisał też książki, którą powinno porównywać się do Harrego Pottera, chociaż zrobił to The Observer. Napisał jednak serię, która w niesamowicie barwny sposób pokazuje dzieje historii i sprawia, że wręcz zanurzamy się w przedstawionym świecie.


BLOG ZOSTAŁ PRZENIESIONY, WIĘC W CELU PRZECZYTANIA POZOSTAŁEJ CZĘŚCI POSTA I OBEJRZENIA RELACJI FOTOGRAFICZNEJ, KLIKNIJ PROSZĘ W TEN LINK.

19 października 2014

Jak uczyć się języków?


Budzę się rano, otwieram oczy, zaglądam na facebooka a tam wiadomość, w której jest link i wiadomość: „obejrzyj”. Otwieram link i z ekranu spogląda na mnie Mateusz Grzesiak. Facet, o którym usłyszałam już jakiś czas temu, facet, na którego nie zwróciłabym większej uwagi, gdybym na jego stronie nie natknęła się na pewną informację: „8 języków opanowanych w stopniu biegłym lub komunikatywnym”, czyli coś, co sama chciałabym kiedyś osiągnąć i czym chciałabym się poszczycić. Ja nie dążę do biegłości, ale do poziomu komunikatywnego jak najbardziej, więc podziwiam każdego, kto robi cokolwiek, by języków się uczyć. Sama dobrze wiem ile pracy trzeba w to włożyć i ile czasu poświęcić i jak bardzo się motywować, żeby osiągnąć jakiekolwiek postępy. U mnie do 8 języków jest jeszcze daleko i pewnie nigdy tej liczy nie osiągnę, ale myślę, że te cztery, czy pięć jest jak najbardziej możliwe do nauczenia i postanowiłam zaufać wiadomości i video obejrzeć – nie żałuję i jeszcze raz za link dziękuję :*


BLOG ZOSTAŁ PRZENIESIONY, WIĘC W CELU PRZECZYTANIA POZOSTAŁEJ CZĘŚCI POSTA I OBEJRZENIA RELACJI FOTOGRAFICZNEJ, KLIKNIJ PROSZĘ W TEN LINK.

13 października 2014

Hopeless – Colleen Hoover


Bardzo bałam się sięgnięcia po Hopeless. Uwielbiam wydawnictwo Otwarte i większość ich książek spod marki Moondrive, ale coraz bardziej też mnie one męczą, bo powielają powstałe wcześniej schematy. Czytając nowy tytuł, mam wrażenie, jakbym czytała już go przynajmniej dwa razy. Dlatego tak długo zwlekałam z sięgnięciem po Hopeless, bo bałam się, że spotka mnie to samo, co dziesiątki razy wcześniej. Jednak po wielu pozytywnych recenzjach książki, postanowiłam, że zaryzykuję i najwyżej po raz ostatni zaufam w tej kwestii blogerom i więcej nie będę czytać książek z ich polecenia. I nawet nie wiecie jak bardzo się cieszę, że się nie mylili, bo Hopeless to jedna z najlepszych książek, jakie przeczytałam w tym roku!


BLOG ZOSTAŁ PRZENIESIONY, WIĘC W CELU PRZECZYTANIA POZOSTAŁEJ CZĘŚCI POSTA I OBEJRZENIA RELACJI FOTOGRAFICZNEJ, KLIKNIJ PROSZĘ W TEN LINK.

11 października 2014

Blogowe WOW Vol. 2


4.10. Park Hotel. Bydgoszcz. Spotkanie blogerów. Blogowe WOW. Tak, to samo, na które wybrałam się w maju, na którym spotkałam tak wiele cudownych osób, na które w ogóle odważyłam się pójść i pokazać kto tworzy YoSoyMorenę i nie którym tak dobrze się bawiłam. Nie było mowy, żeby odpuścić sobie drugą edycję, na którą tak długo czekałam. Czekałam, czekałam i minął już tydzień od zakończenia... jejku, jak ten czas szybko leci. No, ale nic. Dla Was mam na dzisiaj relację zdjęciową ze spotkania ;)

Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym na spotkanie nie zaspała. Miałam wstać o godzinie ósmej, ale jak to ja, do nocy buszująca po sieci i zajmująca się milionem spraw, obudziłam się 50 minut później, mając zaledwie ich pięć do odjazdu autobusu. No nic, wstałam, wyszykowałam się i okazało się, że wcale nie zrobiłam wejścia smoka, bo i tak dotarłam pierwsza i dziewczyny organizujące spotkanie - Paulina i Martyna - zaatakowały mnie od razu paczuszką od sponsorów, w której do samego zakończenia spotkania nie miałam zielonego pojęcia, co się znajduje, poza tym, co wpadło mi w oko jak zerknęłam do torby ;)

BLOG ZOSTAŁ PRZENIESIONY, WIĘC W CELU PRZECZYTANIA POZOSTAŁEJ CZĘŚCI POSTA I OBEJRZENIA RELACJI FOTOGRAFICZNEJ, KLIKNIJ PROSZĘ W TEN LINK.

10 października 2014

English Matters nr 48 + English Matters Fashion


Wydawnictwo Colorful Media rozpieszcza nas ostatnio pod względem nowych numerów magazynu English Matters. W okresie wakacyjnym pojawił się numer specjalny dotyczący English Spoken Today, o którym już pisałam, ale pojawił się także numer dotyczący mody, o którym napiszę kilka słów dzisiaj. Poza tym wrześniowo-październikowy numer, który ukazuje się regularnie co dwa miesiące, w którym po raz kolejny znajdziemy masę interesujących artykułów.

Regularne wydanie magazynu zachwyciło mnie od razu, gdy tylko na okładce zobaczyłam, że porusza tematykę Zumby. Pisałam Wam jakiś czas temu, że wielbię zumbę coraz bardziej, więc fajnie było poczytać troszkę o jej początkach, twórcy i zaletach. Nie samą zumbą i sportem jednak człowiek żyje, więc warto zapoznać się również z innymi artykułami, spośród których najbardziej zafascynowały mnie te o: oczywiście podróżach, bo jakżeby inaczej. 


BLOG ZOSTAŁ PRZENIESIONY, WIĘC W CELU PRZECZYTANIA POZOSTAŁEJ CZĘŚCI POSTA I OBEJRZENIA RELACJI FOTOGRAFICZNEJ, KLIKNIJ PROSZĘ W TEN LINK.

6 października 2014

Miesiąc w pigułce #4 - wrzesień


Kolejny miesiąc za nami kochani, ale dla mnie bardzo pozytywny. Co prawda wrzesień zawsze kojarzy mi się z końcem lata, początkiem tych wszystkich smutnych, szarych dni, ale w tym roku udało mu się obronić, chociaż głównie za sprawą tego mojego wyjazdu do Bułgarii, ale też z racji tego, że zaczęłam biegać. Może i głupi powód, ale jednak ;) Wracając jednak do bloga... wrzesień mimo wszystko obfitował w posty na blogu, których było całkiem sporo.

Wrzesień to przede wszystkim miesiąc postów podróżniczych. Pojawiły się druga i trzecia część relacji z Paryża, na które nadal serdecznie zapraszam, jeżeli przegapiliście, ale poza tym były też posty z relacją z Bułgarii: i to nie jeden, nie dwa posty, nie trzy posty, ale cztery. Znów troszkę zdjęć, sporo pysznego jedzonka, więc zaglądajcie, jeżeli przegapiliście ;)

4 października 2014

Nice to MITTE you


20 września miałam niebywałą przyjemność udania się do kawiarni Eksperci i kawa na zaproszenie, które od nich otrzymałam. Tym chętniej się tam wybrałam z racji tego, że kilka znajomych mi blogerek, również postanowiło się pojawić: Paulina i Martyna z bloga Sisters92, Gosia z bloga DzieńDobryPani, Agnieszka z bloga Kahlan oraz Martą  z bloga Zosinkowy. Rano wsiadłam więc w autobus i na godzinę 9:15 zajechałam pod wejście przyozdobione balonami.



3 października 2014

Gwiezdny wojownik – Katarzyna Berenika Miszczuk


Gwiezdny wojownik budzi we mnie mieszane uczucia. Teoretycznie nie moja tematyka, chociaż książek, w których akcja ma miejsce  w kosmosie przeczytałam w ostatnim roku więcej, niż przez całe swoje życie i teoretycznie książka, która mnie nie porwała, nie rzuciła na kolana i nie sprawiła, że chcę znacznie, znacznie więcej, ale nie była też książką złą, książką, którą miałabym ochotę rzucać o ścianę i szybciej zapomnieć o tym, że ją czytałam, niż rzeczywiście to zrobiłam.


BLOG ZOSTAŁ PRZENIESIONY, WIĘC W CELU PRZECZYTANIA POZOSTAŁEJ CZĘŚCI POSTA I OBEJRZENIA RELACJI FOTOGRAFICZNEJ, KLIKNIJ PROSZĘ W TEN LINK.


30 września 2014

Ostatni raz w Warnie, bo więcej pewnie nie będzie…


Troszeńkę mi zeszło, ale jest i ostatni post z relacją z Bułgarii. Na razie nie spodziewajcie się więcej tego typu postów, bo i nigdzie się nie wybieram niestety, chociaż fotorelacje się w najbliższym czasie jeszcze pojawią, z tym, że z zupełnie innej bajki. Anyway... przechodząc do rzeczy:

Kolejny dzień, kolejne atrakcje. Tym razem wybraliśmy się do Muzeum Warneńczyka, które całkowicie nas zaskoczyło. Fajnie zagospodarowane miejsce bitwy, polskie przewodniki, które otrzymaliśmy, polskie tablice, godło. Do tego wszystkiego trzeba dać Bułgarom ogromnego plusa za ceny wejść do instytucji kulturowych, jakimi są właśnie muzea. Wejście 2 leva = 4zł. No kurcze... w Polsce płacilibyśmy majątek a tutaj grosze.




26 września 2014

Bariera w mówieniu językiem obcym


Czytając fora, blogi czy artykuły zauważyłam, że bardzo wiele osób ma problem z przełamaniem bariery językowej. Część uważa, że niewystarczająco zna język obcy, inni martwią się o brak tematów z rozmówcą, zbyt słabe podstawy gramatyki, ubogie słownictwo i nie wiadomo co jeszcze. Wszystkie te wymówki sprowadzają się do jednego - strachu! Ludzie boją się odezwać w innym języku. Boją się, że zostaną wyśmiani. Ale dlaczego?

BLOG ZOSTAŁ PRZENIESIONY, WIĘC W CELU PRZECZYTANIA POZOSTAŁEJ CZĘŚCI POSTA I OBEJRZENIA RELACJI FOTOGRAFICZNEJ, KLIKNIJ PROSZĘ W TEN LINK.

25 września 2014

Spacerem po Warnie


Dzisiaj przedostatni post z relacją z Bułgarii. Zdjęć zrobiłam zdecydowanie mniej, niż w przypadku Francji, ale szczerze mówiąc, tam nawet nie było czego fotografować. Miasto przyjemne do zwiedzania na jeden dzień, bo więcej nie ma czego oglądać. Większość czasu spędzaliśmy jednak na plaży, albo na jedzonku, więc i tych zdjęć mam najwięcej. Dzisiaj jednak kilka głównych punktów miasta i tylko jedno zdjęcie z jedzonkiem ;)

Spacer na mieście zakończył się też podejściem do Cerkwi Zaśnięcia Bogurodzicy. Piękny, imponujący budynek. Katedralna Cerkiew Zaśnięcia Bogurodzicy, w Warnie jest drugą co do wielkości świątynią w całej Bułgarii. Rozmiarami ustępuje jedynie soborowi Aleksandra Newskiego znajdującemu się w stolicy Bułgarii – Sofii.

BLOG ZOSTAŁ PRZENIESIONY, WIĘC W CELU PRZECZYTANIA POZOSTAŁEJ CZĘŚCI POSTA I OBEJRZENIA RELACJI FOTOGRAFICZNEJ, KLIKNIJ PROSZĘ W TEN LINK.

22 września 2014

Przepiękne emocje dane przez mistrzów świata


Nie jestem typem sportowca, chociaż ostatnio zaczęłam biegać. Nie jestem osobą, która śledzi wszystkie dyscypliny i kibicuje Polakom, którzy dostają się gdziekolwiek. Nie jestem nawet wielką fanką jednego sportu, który oglądałabym i śledziła niezależnie od pory dnia, obowiązków itd. aczkolwiek siatkówkę zawsze kochałam i kiedy nadchodzi tak cudowny moment jak wczoraj, to sadzam swoje cztery litery i oglądam transmisję, którą nareszcie jest mi dane obejrzeć.

BLOG ZOSTAŁ PRZENIESIONY, WIĘC W CELU PRZECZYTANIA POZOSTAŁEJ CZĘŚCI POSTA I OBEJRZENIA RELACJI FOTOGRAFICZNEJ, KLIKNIJ PROSZĘ W TEN LINK.

21 września 2014

Warna – działamy, jemy, zwiedzamy


Powracamy do Bułgarii. Dzisiaj, podobno niestety ;), będzie sporo jedzonka, które miałam przyjemność jeść. Ale zaczynamy spokojnie, tak jak zaczęliśmy nasz dzień. Pojawiliśmy się na Uniwersytecie Konstantina Preslavskiego w Shumen w oddziale zamiejscowym w Warnie w celu promowania naszego regionu Kujawsko-Pomorskiego a także naszej uczelni i możliwości przyjazdu na Erasmusa. Przedstawiliśmy prezentację dotyczącą dziedzictwa województwa i rozdaliśmy materiały otrzymane od Marszałka i uczelni.

Następnie zostaliśmy przetransportowani na plażę w celu przedobiadowego wypoczynku ;)







18 września 2014

Rakija, piwa, wino, koniak… – czyli jak się dobrze bawić z Bułgarami


Tak, znów wyjechałam i znów wróciłam. Znów przywiozłam Wam zdjęcia, z tym, że tym razem wybrałam się na wschód, do Bułgarii. Były plaże, było słoneczko, było pyszne, tanie jedzonko i sporo alkoholu. Sama sobie zazdroszczę, że mogłam tam jechać, bo część wyjazdu była sponsorowana, tak samo jak w przypadku Mannheim, w którym byłam w zeszłym roku. Przechodząc jednak do zdjęć... Moje zafascynowanie samolotami znów się pojawiło i mogłam się wyżyć na lotnisku. Kurcze, ja wiem, że to nienormalne, ale co zrobię, że lubię latać, że jara mnie obserwowanie chmur od góry, że lubię obserwować latające samoloty. Damn, chyba zacznę latać tanimi liniami lotniczymi, żeby częściej mieć z tym wszystkim styczność i nie trzaskać setki zdjęć, kiedy od święta gdzieś lecę.


JEŻELI NIE PRZENIOSŁO CIĘ AUTOMATYCZNIE NA NOWEGO BLOGA, NIE MARTW SIĘ I KLIKNIJ W TEN LINK. PRZENIESIE CIĘ ON W NOWE MIEJSCE, NA KTÓRYM ZNAJDUJE SIĘ CAŁA RELACJA :)


16 września 2014

Stephanie Plum. Złośliwa trzynastka – Janet Evanovich


Stephanie Plum powraca po raz trzynasty. Tym razem towarzyszyła mi w Bułgarii i umilała wylegiwanie się i wygrzewanie na plaży. Świetnie się sprawdziła jako wakacyjna, odprężająca lektura, chociaż nie spodziewałam się niczego innego, bo niezmiennie, od długiego czasu sprawia, że chcę jeszcze więcej Stephanie, jeszcze więcej jej przygód, rozterek miłosnych i jeszcze więcej stron w książkach, które tak szybko się czytają.

Tym razem Stephanie dopada jej przeszłość. Dickie był mężem naszej bohaterki przez piętnaście minut, ale co jakiś czas ich drogi się schodzą. Było tak i tym razem. Stephanie miała napad złości, którego świadkiem byli pracownicy w jego biurze. Wkrótce po tym Dickie zniknął. Steph stała się więc główną podejrzaną w zabójstwie byłego męża. Każdy kolejny krok daje coraz więcej tajemnic i zagadek a Stephanie coraz głębiej wpada w kłopoty. Wszystkie poszlaki wskazują na nią a dziewczyna nie ma dobrego alibi. Musi zdać się na Morellego i na Komandosa, który przyczynił się do jej problemów.

JEŻELI NIE ZOSTAŁEŚ AUTOMATYCZNIE PRZENIESIONY NA NOWEGO BLOGA, KLIKNIJ PROSZĘ W TEN LINK A ZOSTANIESZ PRZENIESIONY NA NOWĄ ODSŁONĘ YOSOYMORENA! :)

13 września 2014

Uwielbiam ludzi z pasją

Tak jak nie potrafię dogadać się z ludźmi bez poczucia humoru, tak nie potrafię rozmawiać z ludźmi, którzy nie mają żadnej pasji. No bo o czym? Jeżeli nie ma nic, co mogłoby Was połączyć, jeżeli rozmawiasz z szarym człowiekiem, dla którego centrum Wszechświata jest facebook, który nie ma pasji, zainteresowań, które mógłby rozwijać, którym mógłby się poświęcać to po wymianie uprzejmości zapada krępująca cisza, bo on Cię nie zagada na żaden temat, bo przecież nie ma o czym rozmawiać, a nawet jeżeli Ty będziesz próbował to robić, to i tak szybko zapadnie między wami cisza, bo chociaż Ty dwojąc się i trojąc będziesz wyrażał swoje opinie na jakiś konkretny, obrany temat, to ta druga osoba po prostu Cię zgasi jakimś jednym swoim zdaniem, bo więcej nie będzie wstanie wyprodukować.



JEŻELI NIE ZOSTAŁEŚ AUTOMATYCZNIE PRZENIESIONY NA NOWEGO BLOGA, KLIKNIJ PROSZĘ W TEN LINK A ZOSTANIESZ PRZENIESIONY NA NOWĄ ODSŁONĘ YOSOYMORENA! :)

11 września 2014

Na jakim poziomie jest Twój język?

Te wszystkie etykietki... A1, B1, C1, czy początkujący, średno-zaawansowany, zaawansowany, komunikatywny. Co one tak naprawdę oznaczają? O ile system Cambrige: A1/A2/B1/B2/C1/C2 jest dość zrozumiały dla tych, którzy go poznali to absolutnie nigdy nie wiem, co kryje się pod hasłem komunikatywny. Czy komunikatywny to A2/B1, czy może dopiero C1? Kto może powiedzieć, że posługuje się np. angielskim w stopniu komunikatywnym? Osoba, która potrafi się przedstawić, zamówić coś w restauracji, czy byłaby wstanie wystąpić przed publicznością z prezentacją? Czego oczekuje potencjalny pracodawca, pisząc w ogłoszeniu o pracę, że ubiegający się o nią, powinien znać język w stopniu komunikatywnym? Niestety nie mam pojęcia i chyba nigdy się nie dowiem, chyba że Wy doszliście już do tego i możecie mi to wyjaśnić. Nie, ja nie żartuję. Naprawdę nie mam pojęcia co to za poziom i jak go ugryźć.


JEŻELI NIE ZOSTAŁEŚ AUTOMATYCZNIE PRZENIESIONY NA NOWEGO BLOGA, KLIKNIJ PROSZĘ W TEN LINK A ZOSTANIESZ PRZENIESIONY NA NOWĄ ODSŁONĘ YOSOYMORENA! :)

9 września 2014

Lawendowy pokój - Nina George


Po Lawendowy Pokój sięgnęłam z racji przyrównania książki do twórczości Erica Emmanuela-Schmitta, którego uwielbiam, którego książki łykam praktycznie w całości i którego każdą kolejną książkę biorę w ciemno, bo wiem, że będzie dobra. Dlatego też poprzeczka dla tego tytułu została postawiona niebywale wysoko, czego zazwyczaj staram się nie robić, bo okazuje się, że całkiem przyzwoite tytuły, nie zaspokajają moich oczekiwań. Było tak też i tym razem, chociaż nie do końca, ale do tego jeszcze dojdę.

Jean Perdu kochał. Kochał tak mocno, że po 21 latach nie może się z tej miłości otrząsnąć. Zrezygnował z własnego życia i po prostu funkcjonuje. Zrezygnował z jedzenia, które lubił, bo mogłoby przypominać ją, zrezygnował z wszelkich przyjemności, zapachów, muzyki, jednego z pokoi w swoim mieszkaniu, bo wszystko mogłoby doprowadzić do wspomnień o niej. Przerażające. Przerażające, że można kochać kogoś tak mocno, że przez tyle lat nie można się z tego otrząsnąć, wrócić do normalnego życia i stracić tak naprawdę najcenniejszy czas. Z drugiej strony niesamowite, bo chciałabym, żeby ktoś kochał mnie tak mocno. Chyba każdy chciałby czuć taką bezwarunkową miłość i każdy chciałby ją ofiarować. Jean jej doświadczył, choć był tym drugim, potrafił ją też dać i dawał przez kolejne lata, kiedy został sam.

JEŻELI NIE ZOSTAŁEŚ AUTOMATYCZNIE PRZENIESIONY NA NOWEGO BLOGA, KLIKNIJ PROSZĘ W TEN LINK A ZOSTANIESZ PRZENIESIONY NA NOWĄ ODSŁONĘ YOSOYMORENA! :)

7 września 2014

Miesiąc w pigułce #3 – sierpień

Wiem, że już tydzień września minął i wiem, że czas na takie podsumowania jest zazwyczaj na samym początku miesiąca, ale wrzesień, mimo że nadal dla mnie wakacyjny, jest dosyć intensywny. Co prawda bardzo dużo czasu spędzam online, ale pracuję nad pewnym projektem razem ze znajomym i podsumowanie sierpnia musiałam pozostawić na dzisiaj. Wiem, że do tej pory były one bardzo nieregularne i nie zawsze się pojawiły, ale zaczęła się szkoła, zacznie niedługo rok akademicki, więc to ułatwi Wam nadrobienie wszelkich zaległości, które się uzbierają, bo zdaję sobie sprawę, że nie każdy jest wstanie regularnie zaglądać we wszystkie odwiedzane miejsca w sieci, bo ja również nie nadążam z czytaniem ulubionych blogów czy portali. Tak więc sierpień to miesiąc pod znakiem Francji. Pojawiło się kilka relacji, które odbieraliście bardzo pozytywnie, co mnie cieszy i mam nadzieję, że tego typu posty bardzo Wam się podobają i chcecie ich więcej ;)

We Francji zwiedzałam Normandię. Na pierwszy strzał Pavilly, w którym mieszkaliśmy, mała wycieczka do Rouen, czy na wybrzeże do Etretat i Dieppe, no i oczywiście nie zabrakło Paryża. W sierpniu tylko raz, ponieważ kolejne dwie części relacji pojawiły się już we wrześniu ;)

JEŻELI NIE ZOSTAŁEŚ AUTOMATYCZNIE PRZENIESIONY NA NOWEGO BLOGA, KLIKNIJ PROSZĘ W TEN LINK A ZOSTANIESZ PRZENIESIONY NA NOWĄ ODSŁONĘ YOSOYMORENA! :)

6 września 2014

Ice Bucket Challenge


Zostałam nominowana, przez mojego przyjaciela z Anglii, do tej niezwykle popularnej ostatnio zabawy, w której ludzie oblewają się wodą z lodem. Ashley – dziękuję Ci bardzo, że o mnie pomyślałeś ;) Ja niestety w zabawie udziału nie wezmę z racji tego, że w poniedziałek wyjeżdżam a nie mam zamiaru zachorować na zapalenie płuc a druga kwestia jest taka, że nie bardzo mam do tego warunki. Myślę jednak, że nie to jest w tej akcji najważniejsze, ważniejszy jest cel. Ja co prawda wodą się nie obleję, ale pieniążki do fundacji Dignitas Dolentium przesłałam. Chciałabym więcej, ale myślę, że każdy, nawet najdrobniejszy gest się w takich sytuacjach liczy i wiem, że moje pieniążki zostaną dobrze wykorzystane.

JEŻELI NIE ZOSTAŁEŚ AUTOMATYCZNIE PRZENIESIONY NA NOWEGO BLOGA, KLIKNIJ PROSZĘ W TEN LINK A ZOSTANIESZ PRZENIESIONY NA NOWĄ ODSŁONĘ YOSOYMORENA! :)

3 września 2014

Spacerujemy ulicami Paryża cz. 3


Bez zbędnych wstępów zapraszam na ostatnią część relacji z Paryża i Francji. Namęczyłam Was niesamowicie, więc możecie odetchnąć, bo to już koniec. Niebawem co prawda kolejne posty z podróży, ale na to przyjdzie jeszcze czas i wszystkiego się dowiecie ;) Dzisiaj krócej niż zawsze, dzisiaj skupiamy się na Champs Elysees i nocnych ujęciach miasta. Najpierw Łuk Triumfalny.

Sklep, w którym klienci obsługiwani są pojedynczo. Nie uświadczycie tam tłumów, bo po każdej osobie drzwi są zakluczane i pilnowane, by kolejny klient do sklepu nie wszedł.


JEŻELI NIE ZOSTAŁEŚ AUTOMATYCZNIE PRZENIESIONY NA NOWEGO BLOGA, KLIKNIJ PROSZĘ W TEN LINK A ZOSTANIESZ PRZENIESIONY NA NOWĄ ODSŁONĘ YOSOYMORENA! :)

1 września 2014

Spacerujemy ulicami Paryża cz. 2


Dzisiaj przyszedł czas na drugą część z Paryża. Poprzedni post odebraliście bardzo pozytywnie, co mnie bardzo cieszy, więc mam nadzieję, że i tym razem nie będzie inaczej i nie zawiodę Waszych oczekiwań. Na pierwszy rzut Polski akcent w Paryżu. Jako, że sama sporo czytam i sporo o tym, co czytam piszę na blogu, nie mogłam odpuścić sobie przedstawienia Wam tego cudownego miejsca z horrendalnie wysokimi cenami.

Oczywiście w okolicy wieży Eiffla znaleźć można całą masę sklepików z pamiątkami: tshirtami, figurkami wieży, ramkami, magnesami, pocztówkami itd.



JEŻELI NIE ZOSTAŁEŚ AUTOMATYCZNIE PRZENIESIONY NA NOWEGO BLOGA, KLIKNIJ PROSZĘ W TEN LINK A ZOSTANIESZ PRZENIESIONY NA NOWĄ ODSŁONĘ YOSOYMORENA! :)

30 sierpnia 2014

Spacerujemy ulicami Paryża cz. 1


Nasza wspólna podróż po Francji dobiega końca. Dzisiaj przenosimy się do cudownego Paryża, który nigdy nie był jednym z tych miast, które koniecznie chciałam obejrzeć, ale który w jakiś sposób podbił moje serce i do którego mimo wszystko kiedyś wrócę. Jeden dzień to zdecydowanie za mało na to miasto, więc myślę, że dłuższy 4/5-dniowy weekend będzie idealny. Jeden dzień na Luwr, którego dzieła chciałabym podziwiać, kolejny na spacer po mieście nocą, bo wtedy dopiero Paryż robi wrażenie i pokazuje swoją moc a kolejne na inne punkty miasta, które nie są na szczycie pragnień turystów jednodniowych. My się skupiliśmy na tym, co było skumulowane blisko siebie, żeby zobaczyć jak najwięcej w ciągu jednego dnia, ale ja, jako miłośnik wąskich, małych uliczek, po których preferuję chodzić bardziej, niż po tych głównych, potrzebuję więcej czasu i więcej spokoju, by móc się znów zmienić w japońskiego turystę fotografującego uroki miasta. A więc zaczniemy od widoków z okna samochodu. Całkowicie zdaliśmy się na Michała i Tomka w zwiedzaniu Paryża, więc nie wiedziałam ile będzie mi dane zobaczyć poza samochodem, więc już od samego wjazdu do Paryża na mojej karcie pamięci pojawiały się zdjęcia.

27 sierpnia 2014

Étretat, Dieppe - oglądamy nadmorskie klify

Kolejny dzień mojej podróży to wyjazd na wybrzeże. Chęć obejrzenia klifów i zanurzenia chociażby ręki w nowym morzu. Jako, że odległość Étretat od Pavilly wynosiła zaledwie 60km, a chłopacy akurat mieli tego dnia wyścig i zostaliśmy zdani na siebie, spakowaliśmy się do samochodu i ruszyliśmy nad morze. Na pierwszy rzut właśnie Étretat:


Znaleźliśmy cudowny parking na samym klifie i to stamtąd rozpoczęliśmy dość niespodziewany i długi spacer. Stwierdziliśmy, że w sumie moglibyśmy zajść na klif, który jest po przeciwnej stronie i tak też uczyniliśmy. I chociaż zdjęcie nie oddaje rzeczywistych odległości, uwierzcie mi, że trochę nam zeszło ;)

26 sierpnia 2014

Ukryta brama – Eva Völler


Ukryta brama to trzeci tom jednej z najlepszych serii Poza Czasem wydawnictwa Egmont a przy okazji bardzo dobra kontynuacja przygód Anny i Sebastiano. Tym razem nasi bohaterowie przenoszą się do XIX-wiecznego Londynu. Ich misja jest niebywale ważna, mimo że z jej powagi nie zdają sobie jeszcze sprawy. Jeżeli zawiodą, znikną wszystkie epoki, zniknie wszystko a świat zatrzyma się na tym jednym, jedynym roku, do którego się przenieśli. Przerażająca przyszłość, która miałaby być w rękach równie przerażającego człowieka. Gra już się zaczęła i jedyne co nam pozostaje, to czekać na zwycięzcę.

21 sierpnia 2014

Rouen królestwem katedr i kościołów


Kolejny dzień, kolejna przygoda. Tym razem pobliskie miasto - Rouen. Oddalone o jakieś 20km od Pavilly a więc na wyciągnięcie ręki. Rouen, zaraz po Hawrze jest drugim, największym miastem Górnej Normandii. Leży nad Dolną Sekwaną i w moim mniemaniu jest królestwem katedr i kościołów. Przecudne miasto, które po prostu urzeka! A żeby nie być gołosłowną po prostu zerknijcie na te zdjęcia, które niestety nie oddają piękna miasta w 100%.

18 sierpnia 2014

Pavilly – mała mieścina, w której rozpoczęła się przygoda


16 godzin w samochodzie. Męczące a zarazem ekscytujące. Jechałam już 16 godzin autokarem do Niemiec i nie było fajnie. Samochodem też szału nie ma, ale jest lepiej, znacznie wygodniej i nie obawiasz się tego, że jak uśniesz, to będziesz chrapać. No chyba, że akurat prowadzisz to może pojawić się problem. Na szczęście w drodze do Francji prowadziłam zaledwie dwie godzinki, w ciągu dnia, więc problem przetrwania został wyeliminowany ;) Pobudka o czwartej, wyjazd po piątej i to wrażenie, że odległość, którą masz przejechać, chyba nigdy się nie zmniejszy. Nie obyło się również bez błądzenia. Podobno prosta droga: jechać do Świecka, Niemcy, Belgia, Francja. Proste? Proste! A jednak szczęki nam opadły, gdy przejechaliśmy koło tablicy Holandia! Serio, prosta droga, na której pobłądziliśmy. Były nerwy, było zmieszanie, ale daliśmy radę. Daliśmy też radę na Belgijskiej stacji benzynowej, na której nie mogliśmy zatankować, po czym okazało się, że stacja jest na zasadzie pre-paid (zapłać zanim zatankujesz) i po tych niekończących się godzinach, nasze nogi stanęły wreszcie na francuskiej ziemi, w Pavilly. Były powitania, było wprowadzenie do sypialni i było zimne piwko, którego każdy potrzebował. Chłopacy po wyścigu, który mieli tamtego dnia a my po stresie związanym z błądzeniem po Europie. Poszliśmy spać, licząc, że kolejny dzień będzie lepszy, łatwiejszy, z większą dawką pozytywnych emocji a nie tylko adrenaliny... i nie myliliśmy się . Michał z Tomkiem pojechali na trening a my, z nowo poznaną koleżanką Sandrą i jej dwuletnim synkiem Karolkiem ruszyliśmy na zwiedzanie Pavilly.

15 sierpnia 2014

Tożsamość Rodneya Cullacka - Przemek Angerman


Tożsamość Rodneya Cullacka to nie do końca rodzaj literatury, po który sięgam na co dzień. Książka jednak się u mnie pojawiła, więc postanowiłam dać jej szansę i się z nią lepiej zapoznać. Po około 50 stronach stwierdziłam, że nie jest najgorzej, bo jest akcja, mam ochotę przewracać kolejne strony i dowiedzieć się więcej a przede wszystkim lektura nie nudzi mnie i nie nuży. Z ciekawości zajrzałam na LC (czyt. Lubimy Czytać), żeby sprawdzić jak inni odbierają ten tytuł i zaskoczyła mnie jego bardzo niska średnia. Kurcze no, wiem, że jestem dopiero na początku lektury, ale żeby ogólne wrażenie było aż tak słabe? Bo przyznacie, że średnia 5 na 10, nie wróży raczej nic dobrego. Jako, że nie czytam opinii na temat książek, które aktualnie czytam, albo po które w najbliższym czasie mam zamiar sięgnąć, przejrzałam pobieżnie oceny innych i zainteresowały mnie tylko te, które przyznawały autorowi jedną, bądź dwie gwiazdki. I wiecie co? To chyba jakaś zmowa, bo wszystkie wyglądają prawie, że identycznie i wytykają te same idiotyczne błędy i mity, które zaraz postaram się obalić.