Czarna seria kusi. Dotychczas przeczytałam niewiele kryminałów, ale w ostatnim czasie coraz więcej tytułów wpada mi w oko a niektóre nawet trafiają do mnie i mam okazję je przeczytać. Tak samo było z dziesiątym tomem cyklu o komisarzu Eriku Winterze. I od razu mówię NIE!, nie czytałam poprzednich dziewięciu. Doszły mnie słuchy, że można to zrobić bez znajomości poprzednich tomów (zazwyczaj tak jest w przypadku powieści kryminalnych), więc postanowiłam sprawdzić, czy powinnam w ogóle zawracać sobie głowę poprzednimi dziewięcioma.
Pewnego grudniowego poranka patrol policyjny zostaje wezwany do mieszkania w eleganckiej dzielnicy Göteborga. Mężczyzna, w stanie ciężkiego szoku, leży obok ciała zamordowanej partnerki.
Kilka dni później, w tej samej eleganckiej dzielnicy powtarza się schemat zbrodni. Znalezione zostaje kolejne ciało uduszonej kobiety i mąż pogrążony w szoku.
Podejrzenia śledczych kierują się w stronę obu mężczyzn, ale młody asystent policyjny zwraca uwagę na szczegół, który nie zgadza się z hipotezą śledczych…
Po przeczytaniu tej książki czuję się troszeczkę zmieszana. Sama do końca nie wiem co o niej myśleć i po raz kolejny pozwolę ponieść się fali pisania recenzji i zobaczę co z tego wyjdzie i jaka będzie moja końcowa opinia.