Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dyskusja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dyskusja. Pokaż wszystkie posty

31 października 2013

Obejrzyj, wzrusz się, podyskutuj! - Teatr cieni Attraction

Nie wiem czy oglądacie programy rozrywkowe typu Mam Talent. Ja osobiście bardzo je lubię, ponieważ można odkryć różne perełki, które nie miały jeszcze okazji się wybić. Jedną z takich niedawno odkrytych perełek jest teatr cieni Attraction, który przyjechał do nas z Ukrainy i podbił moje serce swoim sobotnim występem. Nie ukrywam, że i łza się w oku zakręciła, ponieważ tutaj nie chodzi już o sztukę samą w sobie. Tym, co robią, opowiedzieli tak piękną, brutalną, ale zarazem prawdziwą historię, że nie można było na to w żaden sposób nie zareagować. Zresztą zobaczcie sami:


Piękne, prawda? Nie mogłam wyjść z podziwu dla tego rodzaju sztuki. Już na etapie castingu powalili mnie tym co robią, bo trzeba przyznać, że na co dzień nie oglądamy tego rodzaju występów a do tego swój talent potrafili wykorzystać do stworzenia czegoś tak pięknego. Niesamowite. Jestem pod niesamowitym wrażeniem i jestem ciekawa, co pokażą dalej i czym nas zachwycą. A Wy, co uważacie na ten temat? Poruszył Was ten filmik, czy raczej taki rodzaj sztuki jest Wam obojętny? Jak zwykle zachęcam do dyskusji! :)

18 października 2013

Brave at U of M Amplatz Children's Hospital

Pielęgniarki ze szpitala w Minnesocie postanowiły nagrać pamiątkowy teledysk dla młodych pacjentów szpitalu onkologicznego. Według autorek teledysku, oddział nie jest smutnym miejscem, więc zdecydowały się stworzyć coś dla dzieci, które na co dzień walczą o życie a i tak potrafią je wiele nauczyć. W teledysku wystąpiło siedemdziesięciu pracowników szpitala oraz mali pacjenci. 

Inspiracją została piosenka Brave Sary Bareilles. Teledysk podbija serca widzów na całym świecie, w tym i moje, więc postanowiłam, że Wam również go zaprezentuję, jeżeli nie mieliście jeszcze okazji zobaczyć nagrania. Dajcie znać co o nim myślicie, bo ja osobiście jestem zauroczona!

27 sierpnia 2013

Czy gry komputerowe to naprawdę takie wielkie zło?


Często się słyszy, że to strata czasu, że spędzamy tylko długie godziny przed komputerem, które moglibyśmy poświęcić na coś produktywnego, na coś, co opłaci nam się w przyszłości. Po co grać w kolejną część simsów, need for speed, GTA, czy jakieś strzelanki. Osoby, które lubią grać się burzą, bo to w końcu ich hobby, coś co lubią robić a Ci którzy nigdy nie grali z góry utwierdzają się w przekonaniu, że wolą zająć się czymś innym, bo nic dobrego z grania nie będą mieli.

Którzy według Was mają rację? Po której stronie stoicie w tym momencie i jaka jest Wasza postawa? Z góry skazujecie grających w gry na porażkę życiową i brak samorozwoju, czy jednak lubicie sobie od czasu do czasu albo nawet codziennie w coś pograć? A może sami nie gracie, ale uważacie, że jednak coś fajnego z tego grania można wynieść?

Ja Was dzisiaj jakoś specjalnie przekonywać nie będę, ale napiszę o swojej własnej postawie. Nie wiem czy widać po tym co piszę na blogu, czy nie, ale gram. Gram dosyć często i dosyć dużo. Może nie codziennie przez długie godziny i na pewno nie dużo w trakcie roku akademickiego, ale już w tegoroczne wakacje, większą część weekendu i czasami kilka godzin w ciągu tygodnia zajmuje mi gra online. Tak naprawdę są dwie, ale jedna jest przeglądarkowa i tam zaglądam z doskoku w zupełnie wolnym czasie, więc się nie liczy, ale druga jest już normalną grą, która pochłonęła mi naprawdę sporo czasu. Ci którzy grają bardzo dużo to dla nich moje wyniki to nic, ale Ci którzy nie grają prawie w ogóle, albo sporadycznie będą zszokowani. Ostatnio sprawdziłam swoje statystyki i w ciągu dwóch i pół roku spędziłam online całe 42 dni mojego życia!! Gram w tę grę od bodajże 5 lat, więc podejrzewam, że tak all in all uzbierają się jakieś 3 miesiące. Powiecie masakra, ale...

To nie tak do końca stracone 42 dni mojego życia. Część z Was pewnie się dziwi, zastanawia się, dlaczego osoba, która pisze o motywacji i samorozwoju spędza tyle czasu w internecie, zamiast pouczyć się tego nieszczęsnego niemieckiego, na który tyle narzeka albo nie pójdzie poćwiczyć, skoro mówi, że chce schudnąć. Ale nie tak szybko... Gra w którą gram, na pozór może Wam się wydać bez znaczenia, ale dla mnie ma ogromne i mam do niej sentyment. Mianowicie, gra nazywa się Urban Terror i jest internetową grą, w której masz swoją postać, biegasz z bronią i zabijasz przeciwników. Są różne rodzaje rozgrywek, ale w to akurat nie będę się zagłębiać, bo nie o tym mowa. Gra się w nią na serwerach z innymi ludźmi, którzy w danym momencie są online (dla niezorientowanych a jednak coś kojarzących - to jest taka troszkę inna wersja popularnego CS'a). No i tutaj zaczyna się cała zabawa...


Dla mnie to nie jest tylko i wyłącznie sposób na odreagowanie albo zabawa, która pochłania długie godziny. To nie jest gra, która sprawia, że zapominam o całym świecie, gram i nie mam z tego żadnych korzyści. Zatem co zyskałam grając? Po pierwsze znajomych na całym świecie. I nie, nie śmiejcie się tutaj. Dajcie mi najpierw wyjaśnić - nie jestem internetowym freakiem, który nie ma znajomych w realu i szuka ich w internecie. Serwer, na którym gram jest międzynarodowy, więc poznałam ludzi z praktycznie każdego zakątka kuli ziemskiej. Z niektórymi utrzymuję całkiem fajny kontakt, więc jeżeli tylko będę miała możliwość podróżować do ich miast, mam gdzie się zatrzymać, co jest ogromnym plusem, dla osoby, która podróżować planuje dużo. W dodatku, często spotykamy się na TeamSpeaku (dla niezorientowanych - coś jak Skype, tylko bez kamerki i każdy rozmawia z każdym) i rozmawiamy. A żeby nie było kolorowo zero polskiego, bo i Polacy tam zbyt często nie zaglądają. Główny język to oczywiście angielski, ale bardzo często używane są też niemiecki, hiszpański, francuski i cała masa innych. Tak naprawdę dzięki tej grze i wielogodzinnych rozmowach nauczyłam się mówić po angielsku. Nadal robię dużo błędów, ale nie mam problemów z nawiązaniem swobodnej dyskusji na jakikolwiek temat, z każdym się dogadam i praktycznie każdego zrozumiem (wyjątkiem jest niestety Szkot, którego za żadne skarby nie mogę rozgryźć xD).

Tak więc mimo, że początkowo byłam przerażona tymi 42 dniami spędzonymi online, szybko doszłam do wniosku, że gdybym cofnęła się w czasie, zrobiłabym to samo. Mimo, że przez te 42 dni mogłabym zrobić naprawdę dużo to wiem, że osiągnęłam jeszcze więcej. Nic nie zastąpi rozmów z druga osobą, nawet jeżeli siedzi ona przed komputerem w Paryżu, Amsterdamie, Meksyku czy Tunisie. To dzięki tej grze nauczyłam się mówić po angielsku i zniosłam swoje wszystkie bariery, to dzięki tej grze spotkałam fantastycznych ludzi, z którymi mam nadzieję się kiedyś spotkać osobiście (co już powoli wdrażam w życie, ale to już temat na kolejny post! ;)) i to dzięki tej grze szlifuję teraz inne języki. Na porządku dziennym jest witanie się i krótka konwersacja w języku danego native speakera (tak, po Polsku coraz częściej teraz też!). Może to niewiele, ale od czegoś trzeba zacząć a takie ćwiczenia naprawdę wiele dają. Dzięki tej grze zobaczyłam, że z hiszpańskim radzę sobie lepiej niż mogłabym przypuszczać i podstawową konwersację (bardziej pisemną, niż jeszcze ustną) jestem wstanie poprowadzić. Utwierdziłam się też w przekonaniu, że nawet moje podstawy z niemieckiego leżą, więc czas najwyższy nad nimi popracować. To dało mi dużego kopa i sporą dawkę motywacji do dalszego działania. Odważyłam się napisać a potem odezwać a to naprawdę duży krok podczas nauki języka, więc wiem, że teraz pójdzie już tylko z górki ;)

Nie będę Was jakoś specjalnie nakłaniać do grania w gry, bo nie każda da Wam coś z siebie. Simsy raczej nie wniosą do Waszego życia nic ciekawego, chyba że chcecie nauczyć się ich języka (Simlish - tak, w internecie można znaleźć słowniki tłumaczące z angielskiego na Simlish), ale są gry, które oprócz rozrywki i możliwości odstresowania się, dają nam możliwość samorozwoju, co dla niektórych może wydawać się nieprawdopodobne. No bo powiedźcie mi.. podejrzewalibyście, że strzelanka online może pozwolić mi rozwijać swojego zainteresowania i własną osobę? Ja na pewno nie, ale teraz wiem, że nie należy oceniać książki po okładce i czasem warto spojrzeć na pewne sprawy z innej perspektywy! Jako dzieciak grałam też w gry typu Faraon, Kleopatra czy Zeus, Pan Olimpu i dzięki nim nie miałam problemów w szkole z rozróżnieniem eksportu i importu co niestety moim rówieśnikom sprawiało dużo problemów i potrafiłam z pamięci wymienić każdego starożytnego boga i opisać czym się zajmuje, co było przydatne na lekcjach historii i polskiego.


I co sądzicie na ten temat? W jakiś sposób udało mi się udowodnić, że NIEKTÓRE gry komputerowe poza dawaniem nam czystej rozrywki i niestety zabieraniem ogromnej ilości czasu mogą ułatwić i pomóc w edukacji? Czy nadal twardo stawiacie na swoim i nic nie zmieni Waszej opinii? A może sami macie podobną historię jak moja? Chętnie poczytam Wasze opinie i jak zwykle zapraszam do dyskusji! No i gratuluję tym, którzy dotrwali do końca i przeczytali całość - jestem pod wrażeniem, bo dzisiaj wyjątkowo poszalałam ;)

26 lipca 2013

DYSKUSJA: Rodzicu, myśl zanim coś zrobisz!!

Czy ludzie naprawdę nie mają wyobraźni, czy są po prostu głupi? Wyobraźcie sobie sytuację: matka jedzie z dzieckiem samochodem. Jest lato, słońce świeci. Nagle decyduje się na "szybkie" zakupy. Po co brać ze sobą dzieciaka, skoro może posiedzieć z samochodzie. Kobieta zamyka drzwi i idzie do marketu. Czy kogoś to jeszcze dziwi, czy tylko mnie?

No ludzie... tyle się mówi w telewizji o tym, by nie zostawiać w upały w samochodzie zwierząt, i co? Ja wiem, dziecko nie zwierzę, ale to tym bardziej. Jak można coś takiego zrobić? Samochód, który stoi w słońcu jest niesamowicie nagrzany, sama nie lubię wtedy do niego wsiadać a co dopiero siedzieć bez ruchu, przypięta do fotelika. Jeszcze pal licho bez ruchu, ale nie dość, że organizm dziecka nagrzewa się o wiele szybciej, niż u dorosłego człowieka, to dziecko nie ma zazwyczaj dostępu do wody. A dziecku wystarczy ok. 15 minut w zamkniętym, nagrzanym samochodzie, by mogło to zagrozić jego życiu.

Ostatnio była w Polsce historia o dziecku wyjętym z zamkniętego samochodu o godzinie 12 w samo południe. Rodzice wrócili po 2 GODZINACH!! i byli wielce zdziwieni, dlaczego szyba w ich samochodzie została rozbita. Swoje zachowanie wytłumaczyli tym, że u nich, w Finlandii dzieci zawsze zostawia się w samochodach. Ok, jak najbardziej mogę to zrozumieć, ale klimat Finlandii a nasz klimat raczej się od siebie różnią i to znacząco. Inni rodzice tłumaczyli się, że po prostu zapomnieli, że dziecko jest w samochodzie! ZAPOMNIELI! Ja nie wyobrażam sobie takiej sytuacji. Sama nie mam jeszcze instynktu macierzyńskiego i w najbliższej przyszłości absolutnie nie planuję mieć dzieci, ale mimo wszystko trzeba być potworem, by zrobić coś takiego bezbronnemu dziecku. Ono praktycznie gotuje się w tym samochodzie.

Redcastle Productions wpadło na pomysł na kampanię społeczną, która ma uświadomić rodziców i pokazać im, że zostawiając swoje dzieci w nagrzanych samochodach, narażają je na śmierć. Temat jest trudny, ale video, które możecie obejrzeć poniżej obrazuje całą sytuację i mam nadzieję, że otworzy oczy tym nieodpowiedzialnym rodzicom, którzy zapewne wiele razy, nie zdają sobie nawet sprawy z tego, jaką krzywdę wyrządzają dziecku.


A co Wy na ten temat myślicie? Co kieruje rodzicami w takich sytuacjach? Zwykła ignorancja, niewiedza, brak świadomości, czy po prostu głupota i zapatrzenie się w czubek własnego nosa!? Jakie mogą być powody i jakie są Wasze przemyślenia... Zapraszam do dyskusji!

9 lipca 2012

JĘZYKI: Platformy edukacyjne do nauki języka obcego


Wiem, że wśród bloggerów najpopularniejszy jest etutor. Ja JESZCZE nie miałam przyjemności się z nim uczyć - szczerze mówiąc, czekam na premierę języka niemieckiego tam i myślę, że wtedy wykupię abonament, bo podobno lekcje są naprawdę porządnie przygotowane i bez problemu możemy opanować język obcy - jak na razie niestety tylko angielski. Ale co z innymi platformami? Jest ich w internecie całkiem sporo i myślę, że jeszcze więcej tych, których nie miałam przyjemności jeszcze odkryć.

Jak jest z Wami? Co sądzicie o platformach edukacyjnych (tych skierowanych na naukę języka)? Jesteście raczej na tak, czy raczej na nie? A może wolicie kursy stacjonarne, bądź naukę indywidualną? Próbowaliście kiedykolwiek korzystać z kursów e-learningowych, czy raczej wasza opinia jest oparta na wiedzy teoretycznej i samych przeczuciach?

Pytam, bo sama prawdopodobnie od jutra już zacznę naukę na Platformie Supermemo. Swoją uwagę jak na razie kieruję na kurs hiszpańskiego i angielskiego, których recenzje na pewno zamieszczę za jakiś czas na blogu. Jestem ciekawa czy nauka mi się spodoba i czy przyniesie zamierzone efekty! Kursy będą trwać 6 miesięcy, ale to ode mnie będzie zależało, kiedy je ukończę i czy w ogóle wystarczy mi samozaparcia do ich ukończenia - mam nadzieję, że tak! ;)


Dzisiaj krótko i mało ode mnie, 
bo chciałabym raczej usłyszeć Wasze zdanie na wyżej zadane pytania
i jak najbardziej zachęcam do dyskusji w komentarzach. Wszelkie opinie mile widziane! :)