6 listopada 2013

Barça. Emocje



Nie należę może do największych fanek futbolu tak jak np. Kreatywa, ale bardzo lubię oglądać hiszpańską piłkę nożną. Podczas, gdy oglądanie Polaków po prostu mnie męczy, patrząc na Real Madryt czy Barcelonę po prostu się odprężam. Jest to sztuka sama w sobie, na którą bardzo przyjemnie się ogląda. Dlatego też postanowiłam sięgnąć po książkę a właściwie album ze zdjęciami drużyny Barcelony, nazwany emocje/emocions/emotions

Przyznam szczerze, że spodziewałam się książki, która będzie co prawda mówić o zapowiadanej radości, determinacji, rywalizacji, pasji, euforii, dumie oraz podziwie, ale... no właśnie, mówić! Ta książka sama z siebie mówi niewiele. Na jej ponad dwustu stronach znajdziemy głównie ucztę dla zmysłów. Cała masa przepięknych zdjęć, które pokazują warte zapamiętania momenty drużyny, raz na jakiś czas opatrzone krótkim komentarzem. Nie tego się spodziewałam, ale muszę przyznać, że byłam miło zaskoczona.

5 listopada 2013

PRZEDPREMIEROWO: Bezbarwny Tsukuru Tazaki i lata jego pielgrzymstwa. Haruki Murakami.

W życiu niektórych z nas ma miejsce wydarzenie, które całkowicie je zmienia. Wydarzenie, które wstrząsa naszym światem na tyle, by przewrócić go do góry nogami. Czasem jest to utrata przyjaciela, czasem nawet czyjaś śmierć. Tak samo było z Tsukuru Tazakim. Pewnego dnia został po prostu wykluczony z grupy swoich znajomych, przez co jego postrzeganie świata się zmieniło. Miesiącami nie myślał o niczym innym niż o śmierci. Znalazł się już na skraju przepaści, ale jakimś cudem ocalał.

Od tego wydarzenia minęło szesnaście lat, ale wewnętrzne rany bohatera wcale się nie zabliźniły. Gdzieś głęboko w nim to wszystko nadal żyło i krwawiło. Prawie czterdziestoletni już Tsukuru, który został inżynierem i zajmuje się budową dworców, odbywa podróż do przeszłości. Postanawia stawić czoło przyjaciołom i dowiedzieć się, dlaczego szesnaście lat temu jego życie zmieniło tor na ten, którym podąża obecnie.

4 listopada 2013

English Matters nr 43 | listopad-grudzień 2013

Tytuł: English Matters 
Numer: 43 | listopad-grudzień 2013
  Strony: 42 + dodatek
Wydawnictwo: Colorful Media
  Cena: 9,50zł
Nadszedł już listopad, więc mamy od jakiegoś czasu na rynku nowe wydanie English Matters. Tym razem okładka mało kolorowa, rzeczywiście jesienna i szczerze mówiąc, nie byłam zachęcona do czytania tego numeru, ale jak to z magazynem już się nauczyłam, w środku, niezmiennie można znaleźć naprawdę dobre, ciekawe artykuły. Tym razem było identycznie.

Standardowo zaczynamy od This and That. Trzy ciekawostki plus dziwne słowa. Część z nich już znałam, np. gaydar, ale większość była dla mnie czymś nowym. Wiedzieliście, że np. basorexia to wszechogarniająca i niekontrolowana potrzeba by kogoś pocałować lub migdalić się z kimś? Do tego wszystkiego mamy konkurs! Pisząc recenzję książki, możemy wygrać dowolnie wybrane wydanie specjalne English Matters.

Na łamach magazynu możemy poczytać również o: "The Roaring 20s" dowiadując się, co ten termin oznacza, dość obszerny artykuł na temat różnego rodzaju aplikacji, bez których w dzisiejszych czasach, co niektórzy nie potrafiliby żyć, na temat Lady Liberty, która po huraganie Sandy była zamknięta dla publiczności i ponownie otworzono ją 4. lipca tego roku, o postaciach, które zostały wykreowane przez BBC Radio 4, na temat Eurowizji, o turystycznych destynacjach związanych z Halloween o Niku Wallendzie, który jest królem tzw. wysoko zawieszonej liny, która służy do balansowania, czy artykuł wypełniony idiomami.

3 listopada 2013

Moje wypieki i desery. Książka najsłodszej blogerki kulinarnej...

Nie jestem dobrą kucharką. Tak właściwie to ja w ogóle nie potrafię ani piec, ani gotować. Nawet mnie to nie kręci. Do kuchni wchodzę tylko wtedy kiedy rzeczywiście muszę. Obiadki na razie gotuje mi moja kochana mamusia, więc i tym przejmować się nie muszę. Jest jednak taki okres, kiedy do kuchni zaglądam i zaczynam piec. Boże narodzenie, Wielkanoc, czasem czyjeś urodziny. Wtedy pozwalam sobie zaszaleć. O ile upieczenie szarlotki z gotowego ciasta z jabłkami ze słoika można nazwać szaleństwem. W każdym razie tak, jak na siebie to szaleję niesamowicie. Ostatnio doszłam do wniosku, że chciałabym nauczyć się gotować, chociaż tak troszeczkę. Jakieś podstawy, żebym w razie co była wstanie przeżyć. Tak samo z pieczeniem. Jestem co prawda na ciągłej diecie i staram się nie jeść słodyczy, ale raz na jakiś czas, kiedy oczekuje się gości, fajnie byłoby postawić im coś pysznego na talerzu. Tak jak w czasie świąt, zamiast ciągłej szarlotki, zaskoczyć rodzinkę czymś innym. Z pomocą przyszła mi więc książka Doroty Świątkowskiej, Moje wypieki i desery.

2 listopada 2013

Nexus. Ludzkość awansuje na kolejny poziom. Ramez Naam.

Długo zastanawiałam się nad sięgnięciem po ten tytuł. Po raz kolejny nie była to książka z gatunku, po który zazwyczaj sięgam, ale że jestem ostatnio w fazie różnych eksperymentów i sięgam po kolejne tytuły, które zazwyczaj jednak bym sobie odpuściła, Nexus trafił na moją półkę i postanowiłam zapoznać się z debiutem Rameza Naama.
Ludzkość awansuje na kolejny poziom
W niedalekiej przyszłości eksperymentalny nanonarkotyk Nexus może łączyć ludzi, umysł z umysłem. Są tacy, którzy chcą go ulepszyć. Są tacy, którzy chcą go zlikwidować. I są tacy, którzy chcą go tylko używać.

Młody naukowiec zostaje złapany na wprowadzaniu poprawek do struktury Nexusa, poprawek, które mogą zmienić oblicze ludzkości. Żeby ujść z życiem i ochronić przyjaciół, musi nagle stać się szpiegiem i stawić czoła śmiertelnemu niebezpieczeństwu daleko poza granicami swojego kraju. Stawka okazuje się o wiele wyższa, niż się początkowo zdawało.

Z akademickich sal prosto w kuluary władzy, z kwatery głównej elitarnej amerykańskiej agencji w Waszyngtonie do tajnego laboratorium pod uniwersytetem w Szanghaju, z podziemia San Francisco na czarny rynek biotechnologii w Bangkoku, z międzynarodowej konferencji na temat biotechnologii do dalekiego klasztoru w górach Tajlandii. „Nexus” to niesamowita jazda poprzez przyszłość na krawędzi katastrofy.